Sprawiedliwość jak z filmu

Pamiętam jak dziś rozczarowanie w momencie kiedy dowiedziałem się, że w polskich sądach nie ma ławy przysięgłych, a adwokaci - wbrew temu co widziałem jako dziecko w filmach - nie chodzą po sali wygłaszając kwieciste mowy. Filmowy obraz wymiaru sprawiedliwości znacznie różni się od rzeczywistości.

Powszechna wizja funkcjonowania sądów jest w Polsce taka, że ludzie sądom nie ufają. Zarówno ci, którzy nigdy nie byli w sądzie, jak i ci, którzy załatwiali w nim swoje sprawy. Myślę, ze ta zła opinia może być w jakimś stopniu oparta na kontraście pomiędzy wyobrażeniem o funkcjonowaniu sądownictwa (tym z filmowych wizji) a rzeczywistością.


Są filmy prawnicze znane prawie wszystkim – oparte na schemacie prawego bohatera walczącego ze złym systemem o sprawiedliwość. Mamy też seriale mniej lub bardziej prawnicze, gdzie bohaterowie, funkcjonując raczej na obrzeżach systemu prawnego, dostarczają cotygodniowych wzruszeń i emocji. Wśród tej masy kształtujących opinię publiczną produkcji warto wskazać te, które pomimo że różnią się od naszej rzeczywistości prawnej, mogą nas sporo nauczyć. Przykładem może być stary już film "Dwunastu gniewnych ludzi". Historia, w dużym uproszczeniu, opowiada o obradach ławy przysięgłych.

W Stanach Zjednoczonych kwestia winy – lub jej braku - uzgadniana jest przez dwunastoosobowe gremium, które decyzję musi podejmować jednogłośnie. Osoby te są wybierane spośród obywateli i na czas obrad są odizolowywane. Nie mogą wrócić do domu ani do pracy przed uzgodnieniem – czy oskarżony jest winny.

Jak można sobie wyobrazić taka sytuacja wywiera presję na dojście do porozumienia. W filmie, na początku, jedenastu członków ławy przysięgłych jest przekonanych o winie oskarżonego. Sprawa jest niebagatelna, bo mówimy o potencjalnej karze śmierci. Wątpliwości ma jeden z nich.

W pierwszym głosowaniu 11 członków ławy głosuje - „winny”. Ten jeden mówi „niewinny”, początkowo może bardziej na potrzeby rozbudzenia dyskusji, upewnienia się, że czynią słusznie skazując młodego Latynosa za zasztyletowanie własnego ojca. Ława przysięgłych stopniowo, przełamując chęć szybkiego wydania osądu stwierdza, że oskarżony jest niewinny. Okazuje się, że każdy z członków rady przysięgłych może coś wnieść do rozważania okoliczności zbrodni – jeden z nich, wychowany w trudnej dzielnicy, dostrzega dziwny sposób zadania rany. Inny, pracujący niegdyś na budowie, podważa zeznania jednego ze świadków, gdyż ten nie mógł nic usłyszeć w hałasie. Są też inni, którzy muszą przełamać uprzedzenia rasowe czy uwarunkowania rodzinne (jeden z przysięgłych jest przekonany, ze jego syn też byłby zdolny do takiej zbrodni na nim).

Jaki wyciągnąć z tego wniosek? Na dobry początek, że ferowanie wyroków nie jest dobrą praktyką. Czytamy newsa o przestępstwie i podejrzanym, już wiemy kto jest winny. Czytamy o uniewinnieniu i już w komentarzach pod artykułem drzewo genealogiczne uniewinnionego jest przeanalizowane pod względem potencjalnego wpływu korupcji na wydany wyrok.

Profesjonaliści czasami nie są lepsi pod względem szybkiego ferowania osądów. Sędziowie zarzucają brak przygotowania prokuratorom, adwokaci sędziom a prokuratorzy policji.

Wszyscy jednak pracują na rzecz ochrony praworządności. Historii o tym, że wymiar sprawiedliwości obronił kogoś przed zakusami nieuczciwego wspólnika, skazał szczególnie niegodziwego złodzieja, a chuligana zmusił do porządkowania zniszczonej przez niego wiaty przystankowej dziennie dzieje się tysiące. Większość, choć nie wszystkie z nich, wyłącznie w zaciszu sal rozpraw.

Zaś niektóre z nich, choć już są historią, zasługują na własny film. Tak jak historia Stanisława Jerzego Kalinowskiego, sędziego, adwokata, który podczas okupacji jako dziekan lubelskiej rady adwokackiej został zmuszony przez wojska okupacyjne do przedstawienia listy adwokatów pochodzenia żydowskiego. W odpowiedzi przedstawił listę zawierającą tylko jedno nazwisko... jego własne.

Takich opowieści jest dużo więcej. Może i o nich kiedyś powstaną pouczające produkcje filmowe. Takie bliższe polskiej rzeczywistości prawnej, niż te hollywoodzkie.

Jakub Michalski
Departament Strategii i Deregulacji Ministerstwa Sprawiedliwości
Trwa ładowanie komentarzy...